Wyspa Wielkanocna. O jej historii, a zwłaszcza o zagadkowym upadku wiadomo mniej więcej tyle, ile powiedzą nam moai – bazaltowe posągi, z których słynie. Kiedy w 1722 r. dotarli do jej brzegu Europejczycy, na Rapa Nui, zamieszkanej niegdyś przez kilkanaście, może nawet 20 tys. osób, żył zaledwie ułamek tej populacji. W ludowych podaniach przewijał się wątek aktów przemocy i kanibalizmu, których dopuszczali się przodkowie, walczący o niknące zasoby naturalne. Dlaczego się kurczyły, pewności nie ma.

Kiedy w 2000 r. słynny brytyjski dziennikarz przyrodniczy David Attenborough odwiedził Wyspę Wielkanocną przy okazji realizacji serialu dokumentalnego BBC „The State of the Planet”, wydała mu się ona Ziemią w miniaturze, a jej upadek – ostrzeżeniem dla całej ziemskiej cywilizacji. Przyczyn upadku upatrywał w braku umiejętności zrównoważonego gospodarowania dobrami przyrody. Attenborough przyleciał na wyspę ćwierć wieku po Jacobie Bronowskim. Ten urodzony w Łodzi matematyk, biolog i historyk nauki pojawił się tam w 1973 r. wraz z ekipą filmową cyklu telewizyjnego „The Ascent of Man” (Powstawanie człowieka). Patrzył na te same posągi, ale widział coś zupełnie innego. „Te zamrożone twarze, te zamrożone kadry filmowe, określają cywilizację, która nie zdołała wykonać pierwszego kroku na drodze do wzrostu racjonalnej wiedzy” – zapisał. Najciekawsze jest pytanie o to, sugerował Bronowski, dlaczego mieszkańcy wyspy, którzy kiedyś zdołali na nią przypłynąć, nie opuścili jej, kiedy już nie zostało nic do zjedzenia?

David Deutsch, urodzony w Izraelu i od lat mieszkający w Wielkiej Brytanii fizyk, coraz częściej występujący z pozycji filozofa, wydał w marcu książkę, w której powyższy temat osadza w międzygalaktycznej – dosłownie – perspektywie. Zdecydowanie bliżej mu do Bronowskiego niż do Sir Davida Attenborough. W „The Beginning of Infinity” (Początek nieskończoności) przekonuje, że Polinezyjczycy nie zdołali opanować najważniejszej dla rozwoju cywilizacji sztuki: umiejętności racjonalnego popełniania błędów. My zdołaliśmy. Jeśli tylko będziemy tę sztukę pielęgnować, to – poza prawami przyrody – nie ma dla nas żadnych ograniczeń, pisze Deutsch. Znajdujemy się na samym początku ewolucji ogarniającej wszystkie sfery rzeczywistości.

Więcej w polityce.pl