Takie rzeczy to tylko w Ameryce – pewien pisarz wydaje ważącą ponad dwa kilogramy książkę, której nikt, poza krytykami, nie przeczyta w całości, a mimo to zdobywa ona przebojem listy bestsellerów. Dodajmy, że jest to pisarz obecnie martwy – literalnie, nie w sensie potencji twórczej, i to już od 1910 r. Wydawca w oka mgnieniu sprzedaje 400 tys. egzemplarzy tego nieporęcznego kubika, a maszyny drukarskie pracują pełną parą, próbując sprostać kolejnym zamówieniom. Dla University of California Press to największy sukces rynkowy od 60 lat.

A to dopiero początek. 

Reszta w tygodniku.