Najbardziej w “Red Dead Redemption” frapuje chyba system oceny poczynań gracza. Każe on zastanowić się nad moralnymi aspektami bytowania nie tylko w świecie wirtualnym, ale i poza nim. Czy niecny czyn popełniony w cieniu kaktusa, bez świadków, należy karać odjęciem punktów honoru, czy może nie? Z jakiej – boskiej (absolutnej), społecznej albo indywidualnej (relatywnej) – perspektywy oceniać podobne działania? Dlaczego zastrzelenie podstępnej ladacznicy uchodzi Marstonowi płazem, a skrócenie cierpienia pogrążającej się w religijnym obłędzie panny-dewotki już niekoniecznie? Pytania ja te przywodzą na myśl oklepany nieco koan zen – ten o dźwięku drzewa upadającego w lesie, w którym nie ma nikogo, kto mógłby cokolwiek usłyszeć.

Która z wydanych ostatnio gier zmuszała do podobnych przemyśleń?

Więcej w Technopolis